W pierwszy przypadku się pomyliłem (już lubię Cusacka), w drugim nie.
Tak 2012 to kolejna produkcja z mega wielką ilością super efektów specjalnych, fajnym dźwiękiem lecz kiepską fabułą. Wydaje mi się że już nie doczekam się poważnej katastroficznej produkcji.
Dlaczego w tego typu produkcjach zawsze muszą być prześmiewcze scenki, dlaczego zawsze główni bohaterowie są dosłownie o centymetr od śmierci ale nic im się nie dzieje, dlaczego zawsze mają jeszcze piętnaście minut na wyznawanie sobie miłości albo szukanie mapy kiedy 100 metrów dalej wali się świat. Jakoś mnie to trochę drażni. I wiadomo, że nie mogą umrzeć na początku filmu (mogliby nawet w ogóle nie umierać, bo po co), ale przydałoby się w tych filmach trochę więcej realizmu. Nie będę się rozpisywał na temat konkretnych scen bo kto chce to obejrzy.
Film sam w sobie był w miarę fajny. Oglądając go bawiłem się dobrze (może z wrodzonej niechęci do narzekania). Warto się wybrać do kina z tej racji, że graficy komputerowi włożyli naprawdę sporo pracy w to żeby film zrobił wrażenie. Poza tym Cusack zagrał fajnie. Nie mam pojęcia skąd ta niechęć. Jeszcze wczoraj w rozmowie ze znajomą, znawczynią na wszerz i wzdłuż olsztyńskiego kina , wspominaliśmy film 1408, w którym zagrał fenomenalnie.
To chyba tyle. Czekam na opinie innych.
PS. Oświadczam, że jestem kiepskim polecaczem filmów. Dlatego nikomu nie zwrócę za bilety.
PS2. Woody Harrelson, ten to zawsze musi dostać jakąś dziwną rolę.
