Ja poproszę jedno - zimneeeeee.
Nie wiem czemu ale przypomniała mi się moja jedna pierwszych (jak nie pierwsza) imprez z alkoholem. Temat jest na czasie bo sylwester już tuż tuż.
A więc był to sylwester. Pamiętam to jak dziś. O matko jaki to był hardkor. Mieliśmy wtedy nie pamiętam po ile lat, ale mało. I postanowiliśmy zrobić z chłopakami z dzielni imprezę. Oczywiście plan ułożyliśmy już wcześniej. Każdy miał przynieść z domu jakieś żarcie i alk. Nie ważne jaki i ile, ważne żeby chociaż coś. Oczywiście załatwiliśmy też "jamnika" (pamiętacie ten sprzęt grający prawda prawda

). Ja przyniosłem jakiegoś kurczaka i to co mi się wbiło do głowy najbardziej to szampan w słoiku. Rodzicie do dziś dzień się zastanawiają gdzie im wtedy zniknał. Większość chłopaków zrobiła tak samo. Impreza odbywała się w piwnicy bloku

. Po uroczystej biesiadzie, na której pozbyliśmy się przyniesionego jedzonka i alkoholu, lekko zamroczeni, poszliśmy puszczać petardy. Trochę było ciężko, ponieważ większość z nas przyszła na impreze w kapciach i w samych sweterkach, a co by nie mówić w sylwestra jest zazwyczaj zimno. Kiedy już petardy nam się skończyły wróciliśmy do domów. Na szczęście nikt z nas nie miał szczególnie przesrane, ponieważ jakoś rodzice nie zauważyli, że ich pociechy są w stanie lekko wskazującym
Wiem, że historia kasku nie zrywa, ale miałem ochotę to napisać. Tak więc nie skazujcie mnie od razu na banicję...